Nad morzem

wczasy, wakacje, urlop

Jastarnia

02 grudzień 2011r.

W tradycji nie ma jednomyślności na temat pochodzenia nazwy Jastarnia. Legenda wywodzi ją od pogańskiego bożka Jastrzeboga, któremu oddawano cześć na początku wiosny, paląc ognie na wzniesieniach i tańcząc wokół jego posągów, ale są również zwolennicy pochodzenia jej nazwy od kwiatów jaskrów, które miały tu rosnąć. Zaś cytowany tu już kilkakrotnie autor Obrazków rybackich wywodził jej nazwę od tradycji połowów, prowadzonych w okresie Wielkanocy w tym właśnie miejscu na mierzei nim wieś jeszcze powstała, przez tak zwanych krajowych, to jest rybaków przybywających ze stałego lądu. Bo Wielkanoc po kaszubsku to Jastra. A więc jak było — nie wiadomo. Jedno jest pewne, że początki Jastarni sięgają czasów zamierzchłych; badania archeologiczne, przeprowadzone tu w końcu lat pięćdziesiątych, potwierdziły bowiem istnienie osadnictwa u progu naszej ery, to jest przed dwoma tysiącami lat. Oczywiście ówczesna osada, niewielka, bo zajmująca zaledwie pół hektara, znajdować się musiała na wyspie. Pisana historia Jastarni zaczyna się od 1378 roku — lokacji wsi rybackiej Hastarnia przez Krzyżaków. Później, za czasów polskich, wioska podlegała starostwu puckiemu, nadal przy nim pozostając również wówczas, kiedy pół-wyspem podzieliły się Puck i Gdańsk. Gdańską Jastarnią nazwano wtedy ewangelicki Bór, a od Jastarni właściwej i katolickiej, zwanej Pucką, oddzielał ją szeroki rów i płot. Obie wsie w czasie wojen szwedzkich w XVII wieku zostały zniszczone i zrabowane. Ale w 1772 roku już znowu w Jastarni Puckiej zamieszkiwało trzydzieści rybackich rodzin. Parę lat wcześniej, w 1766 roku starościna pucka Urszula Przebendowska ufundowała we wsi kaplicę. Kościół drewniany został zbudowany dopiero w 1836 roku. Właśnie w parafii przy tym kościele w latach 1872-1887 proboszczem był cytowany już kilkakrotnie „ksiądz rybacki" Hieronim Gołębiewski, któremu zawdzięczamy cenny etnograficznie i nie pozbawiony walorów literackich obraz Jastarni i Półwyspu Helskiego z drugiej połowy ubiegłego stulecia. A oto zaczerpnięty z jego książki opis wsi, w której proboszczował. Jastarnia leży na szerokiej, dość wysokiej górce piaskowej, a piasek ten we wsi jest absolutnym panem. Ponieważ domki nie stoją w rzędzie, lecz każdy z osobna, więc wiatr tym piaskiem miota w najlepsze. Jeżeli powstaje wiatr, a piasek od dawna nie jest deszczem pokropiony, to unosi się i tworzy doły i wały jak zimą śnieg podczas zawieruchy. Chcąc tedy ogrody i domy ustrzec od wywiania lub zawiania, trzeba je płotem z szczelnych desek ogrodzić. Tak ogrodzone są dzisiaj plebania, szkoła i kościół. Jastarnia, choć po Chałupach najmniejszą jest osadą rybacką, stanowi jednak, dla swego kościoła, moralne centrum półwyspy, jest tu też poczta, telefon i stacya do ratowania ludzi z okrętów rozbijających się. Poczta, która przed 14 laty tylko 3 razy tygodniowo piesza przybywała, od 1-go września roku 1887 codziennie przyjeżdża na małym wózku w jednego konia uprzężonym. Wedle ks. Gołębiewskiego była też kiedyś Jastarnia wioską przeważnie Kąkolów, Konków i Pyprów, których dla jednakowych nazwisk, a często i imion, rozróżniano po przezwiskach. Tak więc z sześciu jastarniańskich Józefów Kąkolów jednego nazywano Marcin, bo miał żonę Marykę, drugiego Okrętnik, bo dużo pływał na okrętach, trzeciego Szomburg, bo pierwszy mąż jego białki (żony) tak ,się nazywał, czwartego Mały, piątego Mądry, a szóstego Górowy. Mieszkali jastarniańscy rybacy w drewnianych domach z grubych belek lub wyklepanej w wiązarek gliny, którą trzeba było przywozić łodziami aż z Oksywia. Żywili się przede wszystkim rybami: świeżymi, solonymi i wędzonymi, a ze specjalnych potraw jadali... wrony. Czas ich łapania w sidła przypadał na Wielki Post, który w Wielką Sobotę chłopcy żegnali klekotkami wołając: Weganiajta post a kładzta wronę w gr&pę (tj. garnek). Pito w Jastarni bajersz, to jest bawarskie piwo i wino rybackie z eteru, cukru, octu i dodatków. Nawet inaczej się nieco niż w kraju, to znaczy poza półwyspem, ubierano; ulubionym kolorem jastarniańskich Kaszubów był ciemno modry, mężczyźni nosili w tym kolorze spodnie, żakiety, kamizelki i czapki. Morskie powietrze i praca na morzu sprawiały, że żyli długo, nierzadko do lat dziewięćdziesięciu, w dobrym zdrowiu i — pięknie śpiewali. Śpiew ten trudno opisa'ć — czytamy w Obrazkach rybackich. — Dobrze by było, żeby znawca jaki podchwycił i w różnych odcieniach na nutach przedstawił. Grunt melodyi jest bardzo prosty, ale tyle doznaje trylów, tak się przenosi w terce, kwinty, septemy itd., tak nieraz rozlega się w 3, 4 lub 7 głosach, bez pauzy, że na każdego wielkie robi wrażenie. (...) Szczególniejszą oznaką śpiewu rybackiego jest rytm kołyszący; jakbyś w łodzi siedział rozkołysanej od falujących bałwanów. Piękność śpiewu rybackiego uwydatnia się tylko wtedy, kiedy sami bez organów śpiewają. Doskonały to musiałby być organista, który by podchwyciwszy melodyą stosownie do niej mógł na organach wygrywać. Podstawą utrzymania mieszkańców Jastarni w ubiegłym wieku było rybołówstwo; istniało tam wtedy sześć maszoperii. Pola rybackie nie przynosiły bowiem dochodu. Chociaż najrozleglejsze na półwyspie znajdowały się właśnie przy Jastarni, gdzie mierzeja jest stosunkowo szeroka. Mimo nawożenia przegniłą trawą morską piaszczysta ziemia dawała ledwie zbiory kartofli, a i to w ilości niedostatecznej, tak że trzeba je było dodatkowo sprowadzać ze wsi rolniczych. Podróż do Gdańska czy Pucka przez zatokę była w owym czasie dla nieobytych z morzem wyprawą pełną emocji. Tak oto wyprawę z Pucka do Jastarni opisał anonimowy przyjaciel Hieronima Gołębiewskiego, który wybrał się doń z wizytą. Znajdowałem się tedy na wodzie w łódce od ciągłego ruchliwego morza chwiejącej i bujającej się jak kolebka. Zatrwożyła mnie ta ruchliwość łódki i jakoś mi się już odechciało puszczać morzem, ale począłem się sam przed sobą wstydzić tej słabości i dodawałem sobie otuchy: Bądźże odważny, wszakżeś nie pierwszy, co na morze się puszcza, a doświadczeni rybacy jadą z tobą. Oglądałem się za „krajem", a tu już znacznie byłem oddalony od lądu, tylko powiewaniem chustek życzyli mi moi przyjaciele z Pucka szczęśliwej podróży, a ja im dziękowałem podobnież. Coraz więcej, a więcej łódź się oddalała, coraz mniejszymi się wydawały przedmioty w „kraju", jak domy i drzewa; smutno mi się zrobiło, i nie dziw, bo człowiek stworzony do ziemi, a nie do wody. Piękną kartę zapisali rybacy w Jastarni w latach zaboru pruskiego nie poddając się germanizacji. Mówi o tym między innymi ciekawa statystyka z 1910 roku, sporządzona po spisie ludności. W Jastarni w owym czasie na 455 mieszkańców narodowość polską podało 306, kaszubską — 143, a niemiecką zaledwie 6 osób. Po pierwszej wojnie światowej i powrocie do Polski sytuacja Jastarni uległa zasadniczej zmianie. Od kiedy linia kolejowa połączyła półwysep z Puckiem, biedna rybacka wioska szybko zaczęła się przekształcać w modne kąpielisko. W latach trzydziestych stał już w Jastarni Dom Zdrojowy, na gości czekało kilka pensjonatów, w zbudowanym w latach 1926-1930 porcie rybackim była sezonowa przystań dla stateczków Żeglugi Polskiej. Już przyjeżdżali do Jastarni na obozy szkoleniowe żeglarze, a liczba letników sięgała dwóch tysięcy. W 1931 roku został także wybudowany obecny jastarniański kościół, ciekawie wyposażony przez pomorskiego rzeźbiarza Alfonsa Cichosza, który w zdobnictwie snycerskim wykorzystał motywy morskie i rybackie, między innymi ambonie nadając kształt łodzi. Po drugiej wojnie światowej, kiedy przez cały półwysep przeprowadzono szosę, Jastarnia zaczęła się po obu jej stronach zabudowywać. Dziś ciąg luksusowych ośrodków wypoczynkowych zakładów pracy z różnych stron Polski połączył już Jastarnię z Borem. Dzisiaj Jastarnia, znajdująca się mniej więcej w połowie mierzei — 19 kilometrów od nasady półwyspu i 16 kilometrów od jego cypla, ma nie tylko prawa miejskie, ale również status uzdrowiska. Jest też najliczniej odwiedzaną na półwyspie miejscowością, wyposażoną w sklepy, restauracje, małą gastronomię, posiadającą stację benzynową, stację obsługi samochodów „Polmozbytu" i parkingi, a także: kino, bibliotekę, księgarnię, pocztę, ośrodek zdrowia. Są w Jastarni: kemping, pole namiotowe i biuro zakwaterowań dysponujące kwaterami prywatnymi. Gospodarzem portu w Jastarni, z którego wypływają statki białej floty na wycieczki po Zatoce Puckiej i do Gdańska, Sopotu i Gdyni, gdzie płynąć można wodolotem, jest Gdański Urząd Morski; głównym przedsiębiorstwem - Spółdzielnia Rybołówstwa Morskiego „Gryf". Z basenu portowego korzystają także żeglarze przybywający na obozy szkoleniowe do tutejszego dużego Ośrodka Żeglarskiego LOK. Dawną rybacką wieś przypomina już tylko ostatni fragment starszej zabudowy wokół kościoła. Warto jeszcze wspomnieć o dwóch jastarniańskich pisarzach ludowych. Starszy z nich, syn miejscowego rybaka łodziowego, Antoni Pieper, który pisze po kaszub-sku i po polsku, zaczął tworzyć przed wojną. Posiada w dorobku wiersze, gawędy i obrazki, publikowane w periodykach i antologiach. Należy do klubu pisarzy ludowych w Lublinie, gdzie reprezentuje Kaszuby. Znacznie młodszy od niego Marian Selin jest poetą kaszubskim komponującym zarazem do swych wierszy melodie. Chyba on pierwszy przed laty wprowadził kaszubskie piosenki do zespołów bigbitowych. Jastarniańską specjalnością w dziedzinie ludowego rękodzieła są haftowane firanki z siatki wykonywanej techniką wiązania sieci rybackich. Coraz częściej, co prawda, misterne „rybackie" zastępują firanki fabryczne, z tworzyw sztucznych, ale niejedna mieszkanka Jastarni pamięta jeszcze jak się wiązało te dawne. Wśród kobiet jastarniańskich, podobnie zresztą jak na całym półwyspie i na całych Kaszubach popularny jest też siedmiobarwny kaszubski haft. Tu występuje jednak w swej odmianie Północnej, to jest o przewadze odcieni niebieskich i z nigdzie indziej nie spotykanymi motywami: sieci, fal i mikołajka wzorowanego na roślinie wydmowej o tej samej nazwie.

ocena 4,1/5 (na podstawie 9 ocen)

Dobrze dobrane noclegi dla turysty jedynie z naszym poradnikiem.
wczasy, nad morzem, Jastarnia, półwysep helski